Przez ostatni czas czytałam dużo książek z gatunku fantasy. Wiele się też działo wokół premiery serialu „Cień i kość” (moją opinię na jego temat możesz poznać tutaj). Postanowiłam zatem trochę odsapnąć od tej tematyki i sięgnąć po coś lżejszego. Mój wybór padł na „Moją Lady Jane” C. Hand, B. Ashton oraz J. Meadows. Z opisu na tylnej okładce książki wyczytałam, że mieszają się w niej wątki historyczne, jak i politycznie. Uznałam to w takim razie za świetne połączenie z nutą romansu w powietrzu. Nie zgadniecie, jakie mam szczęście; również i „Moja Lady Jane” okazała się być fantastyką.

Fantastyka i historia w jednym

Jeśli ktoś chociaż w dostatecznym stopniu orientuje się w historii Anglii, nieobca powinna mu być osoba Henryka VIII (to ten od sześciu żon). Rzecz dzieje się po jego śmierci, gdy władzę obejmuje jego zaledwie dziesięcioletni syn Edward. Jak się okazuje, nie cieszy się on zbyt dobrym zdrowiem, a w dodatku brakuje mu następcy w linii sukcesyjnej. Wówczas wyłania się postać Johna Dudleya, jego głównego doradcy, który pragnie umocnić pozycję swojej rodziny. Za pomocą manipulacji podsunął królowi dokument stwierdzający, iż męscy potomkowie ulubionej kuzynki króla, lady Jane Grey, staną się spadkobiercami tronu Anglii. Wcześniej jednak zainicjował małżeństwo lady Jane ze swoim synem Guildfordem Dudleyem.

Na tym można by zakończyć to, co naprawdę wydarzyło się w XVI wieku w królestwie Tudorów. Autorki jednak nie poprzestały na tym, wręcz przeciwnie – te wydarzenia można by uznać za wierzchołek góry lodowej. Wszystko to za sprawą prastarej magii, która od wieków drzemała w sercach Anglików. Część z nich potrafi przybrać formę określonego zwierzęcia i nazywa się ich przez to Edianami. Nieskalani natomiast nie posiadają takiej umiejętności. Są zwyczajnymi ludźmi, którzy uważają Edianów za plugastwo, jakie należy bezzwłocznie spalić na stosie. Konflikty między tymi dwiema grupami narastają, a schorowany król Edward… Cóż, nie jest w stanie im zaradzić.

(Nie)oczywista oczywistość

Pierwszym tematem, na jaki się wypowiem, będzie sam pomysł podziału społeczeństwa angielskiego na Nieskalanych oraz Edianów. W czytanych przeze mnie młodzieżówkach fantasy nie spotkałam się jeszcze z rozwiązaniem, aby jakaś grupa ludzi była w stanie zmienić się w jakieś zwierzę. Teraz, gdy więcej o tym myślę, wydaje mi się to takie oczywiste. Może właśnie dlatego to odróżnia tę książkę od innych? Dodatkowym atutem tego motywu jest to, jak dobrze został on opisany. Na przykład: osoba, która potrafi zmienić się w kota, wyczuwa na odległość kogoś, kto zmienia się w mysz. Zachowuje zatem koci instynkt i cechy charakterystyczne tego zwierzęcia. Nie mogłoby być jednak zbyt kolorowo: opanowanie przemian wymaga czasu. Podczas lektury możemy zatem obserwować jak wychodzi to poszczególnym bohaterom, trzymać za nich kciuki, a także rozczarowywać się, gdy ediańska siła przejmuje nad nimi kontrolę.

Nie byłabym sobą, gdybym przy recenzji nie pozachwycała się którymś z bohaterów. Na dobrą sprawę jednak nie ma postaci, która wypadłaby źle na tle innych. Serio. Może i nie mają one niesamowitej głębi psychologicznej, tajemniczej maski, ani nie zaskakują niczym, czego nie byłabym w stanie przewidzieć, ale naprawdę dobrze śledziło mi się ich losy. Zazwyczaj na jedną książkę przypada co najmniej jeden bohater, który szczególnie działa mi na nerwy. „Moja Lady Jane” nie miała jednak kogoś takiego. Nie liczę oczywiście czynów antagonistów, co właściwie stanowi normalną reakcję. Oni sami natomiast też nie byli jakoś do przesady irytujący.

Moją ulubioną postacią jest oczywiście tytułowa lady Jane, chyba najbardziej charakterna ze wszystkich. Już od początku połączyła nas sympatia, gdy okazało się, że Jane uwielbia czytać! Mimo tego, potrafiła także postawić na swoim, nie dała sobą pomiatać, a przy tym zachowała złote serce. Z Giffordem (oryginalne imię zostało lekko zmodyfikowane) tworzyli naprawdę uroczą parę. Z całych sił im kibicowałam, a sceny z ich udziałem to moje ulubione. Nie obyło się także bez ich fantastycznego poczucia humoru, dzięki któremu co chwilę się uśmiechałam. Poniżej zostawiam jeden z lepszych, moim zdaniem, cytatów w tej książce.

– W takim razie – wzruszył ramionami – podziękujemy im za nadzwyczaj hojną ofertę władania całym krajem i pójdziemy do domu. Gwiżdżę na królewski dekret. Nie mam czasu na pierdoły, książki czekają.

Gifford, „Moja Lady Jane”

Przyjemna odskocznia na weekend

„Moja Lady Jane” napisana została przez trzy autorki (C. Hand, B. Ashton, J. Meadows). Musiały być naprawdę bliskimi przyjaciółkami skoro wspólnymi siłami zdecydowały się napisać książkę, choć domyślam się, że pojawiły się także kwestie, w których miały one różne zdanie, a nawet musiały pójść na kompromis. W każdym bądź razie, na stronach książki widać zażyłość autorek, które pełnią role narratorek opowieści. Niekiedy nawet skracają dystans między sobą a odbiorcą, zwracając się do niego bezpośrednio. Dodaje to tylko lekkości lekturze. O ile podobne wtrącenia stanowiły całkiem miły ukłon w stronę czytelnika, o tyle pod koniec książki stały się nieco drażliwe. Moim zdaniem, było ich po prostu za dużo i to w nieodpowiednim momencie, a mianowicie podczas kulminacyjnego starcia, w którym ma miejsce wartka akcja. Komu chciałoby się wówczas słuchać opowieści, skąd wzięła się lina w XVI-wiecznej Anglii?

Tak jak wspomniałam na początku, „Moja Lady Jane” miała być dla mnie swego rodzaju odskocznią od książek wymagających większego skupienia, w których też nie wszystko kończy się dobrze. Z czystym sumieniem mogę stwierdzić, że książka spełniła swoją rolę i to aż nadto! Nie spodziewałam się, że będzie mi się ją tak przyjemnie czytać. Muszę przyznać, że dawno nie czytałam jakiegoś romansu i pewnie nie będę obiektywna, lecz Jane oraz Gifford skradli moje serce. Ciszę się także, że udało się przemycić przy okazji pewne polityczne intrygi, o których zawsze chętnie czytam. Absolutnie mogę polecić tę książkę każdemu, kto potrzebuje wytchnienia w weekend i marzy o przeniesieniu się myślami do innej rzeczywistości, a przy okazji nie chce przeciążyć swojego umysłu.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *