Gdy wybieramy nową książkę do przeczytania, zazwyczaj nasz wybór pada na amerykańskich lub angielskich autorów, niekiedy też i polskich. Na dobrą sprawę może to wynikać z coraz większego wpływu języka angielskiego na nasze życie. Są i tacy, którzy wolą czytać utwory z rodzimego polskiego podwórka. Ja sama przez wiele lat nieświadomie kierowałam się tymi sugestiami. Z czasem zafascynowałam się Skandynawią – kulturą, językami, krajobrazami i innymi z nią związanymi. Normalne więc wydało mi się sięgnięcie do tamtejszej literatury. Mój wybór padł na mistrzynię kryminału, Camillę Läckberg, autorkę dziesięciu tomów serii o małym miasteczku na wybrzeżu Szwecji – Fjällbace. Już pierwszy z nich („Księżniczka z lodu”) okazał się być strzałem w dziesiątkę.
Pozornie nudne miasteczko
Erika Falck jest pisarską mieszkającą na co dzień w Sztokholmie. Szybko wyjechała z rodzinnej Fjällbacki pozostawiając dawne dzieje daleko za sobą. Po latach musi jednak wrócić do miasteczka i uporządkować mieszkanie po zmarłych tragicznie rodzicach. Niedługo później okazuje się, że jej najlepsza przyjaciółka z dzieciństwa – Alexandra Wijkner – została znaleziona martwa w wannie. Wszystko wskazuje na samobójstwo. Zrozpaczona matka Alex prosi Erikę o napisanie artykułu do lokalnej gazety, w którym przedstawi bliżej postać jej córki. Szybko okazuje się, że z pozoru idealne życie młodej kobiety pełne było zawiłości, niewyleczonych ran oraz sekretów utrzymywanych z dala od najbliższych. Całą sprawę dokładnie bada policja, w tym Patrik Hedström – ambitny śledczy podkochujący się od najmłodszych lat w Erice. Ich dwójka staje przed wyzwaniem rozwiązania zagadki tajemniczej śmierci, która swych korzeni sięga dwadzieścia pięć lat wstecz.
Demony z przeszłości nie znają litości
Na jaw wychodzi, że w śmierci Alexandry brały również udział osoby trzecie. Kilka dni później ma miejsce podobna tragedia – znaleziono martwego mężczyznę, który zamieszany był w całą sprawę. Czy zatem w pozornie nudnej i bezpiecznej Fjällbace grasuje seryjny morderca? A może to jedynie seria niefortunnych zbiegów okoliczności? W śledztwie zaczynają pojawiać się nowe niewiadome, powstaje coraz więcej wątpliwości. Na jaw wychodzą również przez lata ukrywane informacje, które są w stanie wywrócić czyjeś życie do góry nogami. Niczego nie można być pewnym, aż do ostatnich stron.
Podejrzanym może być każdy
Muszę przyznać, że odruchowo już na początku obrałam sobie mojego podejrzanego. Obserwowałam bacznie każdy jego ruch, trafiłam nawet na dobry motyw do popełnienia takiej okrutnej zbrodni. Jak się okazało, była to osoba niewinna, a wręcz pokrzywdzona. To doskonały przykład, w jaki sposób autorka wodzi za nos czytelnika, by następnie wylać na niego kubeł zimnej wody. Jeszcze bardziej utwierdziło mnie to w przekonaniu, że powinnam sięgnąć po jej pozostałe książki, które – jak mniemam – są równie doskonale zbudowane co „Księżniczka z lodu”. Ciekawym atutem jej powieści jest również to, że narratorem jest tak naprawdę każdy z pojawiających się bohaterów. Niekiedy przedstawia dwie strony swojego życia, czasami dziesięć, ale dzięki temu jesteśmy w stanie lepiej poznać każdą postać i nie osądzać jej z powodu pierwszego wrażenia. Początkowo ten zabieg nie był dla mnie przekonujący, ale nim się obejrzałam, już przewijałam następne strony. To niesamowite, że jedna historia może tak wciągnąć czytelnika!


Czytałam tę książkę, była niezła, ale dla mnie bez efektu WOW. 🙂 Też lubię skandynawskie klimaty, ostatnio czytałam trochę duńskiej literatury. Obecnie jednak, poza polską, angielską i amerykańską twórczością, jestem zafascynowała azjatyckimi książkami.