Do tej pory czytałam głównie książki fabularne, rzadziej tomiki poezji. Jakiś czas temu przeglądając Instagrama natrafiłam na „Madame Zero i inne opowiadania” Sarah Hall. Pod estetycznym zdjęciem znajdował się krótki opis, entuzjazmujący się ową pozycją. Chciałam przy tym spróbować czegoś nowego – niepowiązanych ze sobą historii, z czego każda zupełnie inna od pozostałych. W dodatku okładka „Madame Zero […]” bardzo mnie zachwyciła i koniecznie chciałam zobaczyć ją na swojej półce. No i dostałam nauczkę, aby nie oceniać książki po okładce…
Opowiadania z niezwykłych miejsc
Lektura zawiera w sobie dwa zbiory opowiadań: „Madame Zero” oraz „Piękna obojętność”, które łącznie dają nam 16 opowiadań. Każde z nich przedstawia zupełnie odmiennych bohaterów w trudnych sytuacjach życiowych. Przez całe 300 stron możemy jednak śledzić motyw przyrody w różnych okolicznościach. Raz wybieramy się do afrykańskiego kamieniołomu, innym razem buszujemy w dżungli sąsiadującej z rozległym oceanem tylko po to, by ostatecznie skończyć w Skandynawii. Niekiedy akcja ma również miejsce w zwyczajnych lokalizacjach; miejskim parku czy pobliskim lesie. Sarah Hall potrafi przedstawić krajobrazy za pomocą niezwykle malowniczych opisów. Można się nimi delektować, czytać je powoli i co zdanie zamykać oczy, aby zbudować jeszcze bardziej szczegółowe wyobrażenia.
Niektóre historie zabierają nas na salę operacyjną, do kostnicy czy gabinetu psychoterapeutki. Z każdym kolejnym tekstem rośnie ciekawość i pewnego rodzaju obawa, na co trafimy tym razem. Większość opowiadań – w moim odczuciu – potrafiła wstrzymać oddech w piersi. Już tego typu miejsca budzą dyskomfort, a co dopiero w połączeniu z wydarzeniami, jakie opisała tam Sarah Hall. Czasami jest to źle przeżyta fobia, włączenie dziecka do sekty, śmierć bliskiej osoby czy znęcanie się nad zwierzętami.
Otwarta furtka do interpretacji
To, co zawiodło mnie najbardziej, to brak rozwiązania niektórych opowiadań. Bywały momenty, że napięcie narastało wraz z rozwojem akcji tylko po to, by ostatecznie dotrzeć do zakończenia, którego… Nie było. Owszem, zabiegi „otwartych furtek” bywają nierzadko wykorzystywane w książkach. W ten sposób też intensywniej myślimy o owej książce po jej przeczytaniu przez dłuższy czas. Jeżeli natomiast chodzi o „Madame Zero […]”, spodziewałam się czegoś innego. Nie mam na myśli, że została ona źle napisana a raczej to, że część tekstów nic nie wniosła do mojego światopoglądu. Możliwe, że inaczej byłoby w przypadku zwięzłej puenty na końcu, w której to bohaterce udaje się ukryć zdradę przed mężem czy też nie.
Książka nie spełniła wszystkich moich oczekiwań. Na palcach jednej ręki mogę policzyć, ile opowiadań spodobało mi się, choć równocześnie żadne szczególnie nie chwyciło mnie za serce. Mimo tego, czytało mi się ją bardzo płynnie. Nie miałam w trakcie żadnego kryzysu, przez który trudno byłoby mi przebrnąć przez następne strony. Niewykluczone, że w przyszłości ponownie sięgnę po zbiór opowiadań; coraz bardziej przekonuję się do tej formy. Jeśli ktoś zastanawia się nad przeczytaniem „Madame Zero i inne opowiadania”, polecam zrobić to chociaż ze względu na wspaniałe opisy (i cudowną okładką!). Każdy znajdzie w tej książce coś dla siebie, co utkwi mu w pamięci, zinterpretuje na swój sposób. Może właśnie na tym polega jej fenomen?


One thought on “„Madame Zero i inne opowiadania” Sarah Hall – recenzja”