Pomijane, niedostrzegane i niewiele tylko różniące się od cienia, a zarazem o nieocenionym znaczeniu — tymi słowami najlepiej dałoby się opisać tytułowe „Służące do wszystkiego”, historie których Joanna Kuciel-Frydryszak zebrała w liczący sobie blisko 400 stron reportaż.

Bóg bowiem nie patrzy nigdy na jakość zajęć, jakich się w życiu podejmujemy, ale patrzy wyłącznie na to, jak dane, choćby najniższe, obowiązki i zajęcia spełniamy. (Ks. Kazimierz Bisztyga).

„Służące do wszystkiego” Joanna Kuciel-Frydryszak

Reportaż przedstawia zmagania, z jakimi musiały mierzyć się najczęściej młode kobiety decydujące się na podjęcie służby w polskich domach w pierwszych dekadach XX wieku. Praca ponad własne siły, całkowite wyrzeczenie się swojej podmiotowości i poświęcenie się rodzinie pracodawcy, a przy tym kompletny brak znamion wdzięczności czy resztek szacunku. W tamtych czasach gorzej traktowano już tylko prostytutki, których szeregi i tak licznie zasilały byłe służące.

Dlaczego zatem decydowały się one na właśnie taką ścieżkę życiową? Najczęściej z powodów finansowych, jakżeby inaczej. W pewnym momencie stawały się obciążeniem dla swoich rodziców; dodatkową „gębą” do wykarmienia bez szans na zamążpójście. Niekiedy same sprowadzały na siebie ten los, próbując uciec do miasta przed despotycznym ojcem lub przed kawalerem, do boku którego nie chciały być przywiązane przez kolejne lata. Ośmielę się stwierdzić, że decyzja o służbie była wówczas prawdopodobnie pierwszą i jedyną samodzielną, jaką część z nich podjęła w życiu. Przesyłały zarobione pieniądze rodzinie, z którą utrzymywały kontakt już tylko listownie lub same próbowały odłożyć parę groszy na bok, choć bez większych perspektyw na zostanie wielkimi paniami takimi jak ich pracodawczynie.

Każda z nich była wyjątkową, niepowtarzalną jednostką. Miały marzenia, talenty i zainteresowania. Były wśród nich takie, co umiały czytać oraz pisać, miały przed sobą wizję przyszłości, ale los przekreślił ich plany. One same rezygnowały z własnej podmiotowości, a chlebodawcy nie przepuszczali żadnych okazji, by podkreślić ich przedmiotowość. Rzecz jasna, zdarzały się i odstępstwa od reguły. Odstępstwa od reguły mają jednak to do siebie, że znajdują się w mniejszości. O skali „białego niewolnictwa” na ziemiach polskich w XX wieku szczegółowo pisze Joanna Kuciel-Frydryszak, dokładnie oddając przy tym trudności, jakim musiały sprostać wówczas służące. Przedstawia zarazem stopniowe reformy, ewolucję, jaka zaszła w państwie polskim i polskich domach, w efekcie której dzisiaj rzadko kiedy spotkać można już służbę domową — a jeśli nawet, traktowana jest na znacznie wyższym poziomie niż wcześniej.

Reportaże takie jak „Służące do wszystkiego” (a już zwłaszcza napisane równie płynnie, opatrzone ilustracjami i przystępne w odbiorze) są potrzebnymi i niezwykle cennymi pracami, dzięki którym nie zaginie pamięć o wielu Kasiach, Marysiach i Andziach. Bez ich wysiłków upadłoby wiele domów, również tych należących do wielkich osobistości. Harowały od świtu do nocy za kawałek chleba i kąt do spania tylko po to, by mieszczańska rodzina mogła wieść wygodne życie. Zmagały się z ogromną samotnością; pozbawione wsparcia bliskich osób zdane były jedynie na cudzą łaskę.

Rzeczywistość taka jak ta wydaje się nam dzisiaj bardzo odległą, której miejsce znajduje się tylko i wyłącznie na kartach książki. Nic bardziej mylnego. Znamiona tamtych czasów wciąż pozostają żywe w postaci naszych babek, prababek, ich wytartych wspomnień czy rodzinnych pamiątek. To właśnie dlatego „Służące do wszystkiego” czyta się tak płynnie.

Nie pozostaje nam zatem nic innego jak zachować pamięć o wszystkich kobietach, pracujących ponad własne siły na swoje utrzymanie, których życie nie oszczędzało. Wiele by dały, by móc urodzić się sto lat później — skorzystać z szansy, która przydarzyła się właśnie nam.

Wreszcie po tak długim czasie doczekały się swojego archiwum; miejsca poświęconego tylko i wyłącznie im w „Służących do wszystkiego” Joanny Kuciel-Frydryszak.

Żyli z tego, co posyłałam ja lub siostra z Radomia. Było to za dużo, by umrzeć i za mało, by żyć.

„Służące do wszystkiego” Joanna Kuciel-Frydryszak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *